Opowieść O Syriuszu...

-Syriusz.. To ty ?! Łapa.. Gdzie jesteś ? - Krzyknął Rogacz naśladując kobiecy głos.
-Jestem duchem zmarłego Huncwota ! Przybyłem was zabić ! Hahahaha.. !
-Syr nie wyszedł Ci ten śmiech. Jeszcze raz. - Oznajmił Lupin.
-Eehym.. BŁAHAHAHAHHAAHAH !
-No teraz lepiej.
-Aaaaaaaaaaaaa.. Remus.. On nas zabije !!!!! Jestem za młody na śmierć. - Szczebiotał dalej jak
kobieta.
-Ty Rogaś stara dupa jesteś. - Odezwała się Sally.
-Dzięki.. - Odparł lekko urażony.
-No co Sall była tylko szczera.
-Łapa Ty lepiej się nie odzywaj, a Ty siostra to oberwiesz.
-A taaam.. Syriusz mnie obroni.
-Nie ma nic za darmo. - Szepnął Syr zbliżając do niej twarz.
-O czym Ty patałachu myślisz ?! - Zapytała poważnym tonem.
-O małym buziaku.
-Myślisz, że go zabije za to ? - Zapytał James’a Remus.
-Taa.. A jeśli nie to będziemy musieli go skrobać z kostki brukowej. Syriusz spadł z gałęzi wprost do fontanny.
-AŁA.. ZA CO ?!
-ZAMKNIJ SIĘ OŚLE. NIE ODZYWAJ SIĘ DO MNIE WIĘCEJ. JEDNAK JESTEŚ DURNIEM. - Fuknęła schodząc z drzewa.
Łapa skrzywił się, a na jego głowie wylądowała mała brązowa kaczka.
-Eh.. Kobiety.. - Mruknął wstając z wody. Remus stał oparty o drzewo i rechotał jak szalony, a James siedział na ziemi poczerwieniały ze śmiechu.
-I z czego tak rżycie osły ?! - Warknął niebieskooki. Jednak nie czekając na odpowiedź zmienił się w psa i pobiegł śladami Sally. Obejrzał się jeszcze do tyłu jednak widząc James'a rechoczącego na całe gardło postanowił nie patrzeć tam więcej.
Gryffon zważywszy na to, że był psem miał świetny węch, siedząc obok niej na drzewie zauważył, że pachnie jak budyń waniliowy.
Szybko złapał jej trop.
Zapach coraz bardziej się nasilał. Kiedy był już blisko, jego nos uderzył jeszcze ciężki męski zapach.
Po chwili znalazł Ją. Siedziała na ławce z krzywą miną, a obok jak wielki Pan rozsiadł się Malfoy. Lucjusz gadał coś bez przerwy, a Sally coraz mniej zainteresowana nim rozglądała się dookoła. W końcu wstała.
-To bardzo miło z Twojej strony, ale dojdę sama. - Powiedziała lekko się uśmiechając.
-Jesteś tego pewna ? Wskoczyli byśmy po drodze do mnie, pokazał bym Ci tego mojego psa. Sall lekko się zmieszała.
-To bardzo miło z Twojej strony, ale zgubiłam gdzieś tu Łapę i muszę go jeszcze znaleźć.
-A tam olej to głupie psisko, będzie bardzo miło. - Powiedział chwytając Ją za rękę. Syriusz poczuł jak coś się w nim gotuje. Jego sierść lekko się zjeżyła. Powoli wyszedł z krzaków. Sally go zauważyła. Wstrzymała oddech na chwilę. Lucjusz podchodził do niej coraz bliżej. Zdezorientowana dziewczyna trafiła plecami na drzewo.
-Nie słyszałeś lalusiu, że ona nie ma ochoty iść z Tobą.
-Black.. Nikt Cię tu nie zapraszał.
-Sally chodź znalazłem Łapę, możemy już wracać.
-Sądzę że Ona woli zostać, ze mną. - Syknął Lucjusz. Black przewrócił oczami i wyciągnął rękę w stronę dziewczyny. Sall niepewnie chwyciła jego dłoń i ruszyła obok niego.
-BLACK. Radzę Ci Ją zostawić, a Ty laleczko siadaj do samochodu. Syriusz nie wytrzymał odwrócił się i uderzył blondyna z całej siły w nos. Arystokrata złapał się za twarz, a z jego oczu popłynęły łzy. -Jeszcze tego pożałujesz BLACK. - Syknął wsiadając do samochodu. Sally stała jak zaczarowana. Patrzyła na Syriusza jak na UFO ludka. Chłopak po chwili zrozumiał, przecież na jej oczach zmienił się z psa w człowieka.
-Sally Ja.. - Zabrakło mu słów.
-Dlatego Łapa..
-Taa.. Słuchaj jeśli możesz to nie mów nikomu. Wiesz Ja i.. - Ugryzł się w język.
-Ja i James tak ?
-Nie On nie..
-Znowu kłamiesz..
-Ty wiesz ?
-Wiem. Zapadła cisza. Stali naprzeciw siebie. Ciepły wiatr rozwiał lekko jej czarne włosy.
-Ja też. - Wykrztusiła w końcu niepewnie.
-Też ? - Zapytał zdezorientowany.
-Też.. Potrafię..
-Kto wie.. ?
-Ja i Ty..
-Taa.. Ty i Ja.. Ich oczy spotkały się. Jego o kolorze pochmurnego nieba i jej błękitne.